Zdecydowałem się na zarejestrowanie melodii, która od pewnego czasu chodzi mi po głowie i nie daje spokoju – nazwałem ten mini-utwór „Hopelessness Vol 1”. Spodziewajcie się zatem rozwinięcia motywu w kolejnej notce. Jest to utwór dosyć melancholiczny, jednak z pewną dozą nadziei na rozchmurzenie. Utwór został zarejestrowany w przeciągu 1-2 godzin, w niektórych miejscach występuje więcej niż jedna ścieżka gitarowa. Brak w niej innych instrumentów oprócz gitary elektrycznej (uważałem, że zburzyłyby klimat utworu). Aby zbudować napięcie i wytworzyć przestrzeń, użyłem tutaj sporo efektów. Wszystko jest jednak w miarę stonowane i spokojne. Planuję rozbudować tą melodię, na razie jest ona w powijakach i sama miniatura gitarowa brzmi trochę monotonnie. Jednakże od czegoś trzeba zacząć :].

Gdy będziecie słuchać utworu, który dla Was przygotowałem, polecam również przeczytanie pierwszej części amatorskiego (również spontanicznego) opowiadania „Wizja”. Jest to opis miasta Suwałk ukazany w sposób metaforyczny. Każda część tego opowiadania będzie opowiadała historię innego człowieka. Być może będę kontynuował te opowiadanie w kolejnych wpisach. Pierwsza część opowiadania znajduje się poniżej. Zapraszam również do przesłuchania utworu „Hopelessness Vol 1”, do którego odnośniki znajdziecie poniżej. Jeżeli żaden z odnośników nie działa, proszę o kontakt pod adresem mailowym: votd123@gmail.com.

Utwór jest oczywiście w formacie MP3, skompresowany za pomocą kodeka LAME MP3, ustawienie VBR 2 [210-250kbps]
01 – Pale No More – Hopelessness Volume 1.

Hopelessness Vol 1 | Musicians Available
Pale No More - Hopelessness Vol. 1

Linki do pobrania:
http://www.supershare.pl/?d=8B7C507D2
http://www.megaupload.com/?d=1JADHMWC

Linki do odsłuchania On-Line:

Wizja
część 1

Oświetlony plac. Zmieniacz Czasu wskazuje godzinę 9. Mając lat 5 nie mogłem się wtedy jeszcze znać na zegarku, zatem tych informacji musiał mi udzielić stojący nieopodal pan w wyświechtanych szatach. Miał podarte spodnie, jakąś starą bluzę i brzydki, bezzębny uśmiech. W ręku trzymał worek z karmą dla gołębi. W tamtej chwili stał na polu E7, na wielkiej Szachownicy. Zawsze chciałem na niej zagrać. Niestety kupno tak wielkich figur było możliwe tylko w mojej głowie. Próby kupna takiego zestawu spotkały się z nieuprzejmością i ignorancją sprzedawców w wielkim Złożysku Sklepów tuż za Szachownicą. Budynek w kształcie prostokąta, pełen warstw, niczym czekoladowy przekładaniec po którym poruszano się za pomocą schodów, czasem podpierając się na żółtej poręczy. Na trzeciej warstwie Skleposkupiska znajdował się sklep będący obiektem mojego zainteresowania – wyroby z drewna. Uważałem, że wybranie tak zacnej faktury jaką jest drewno sprawi, że będę mógł w końcu stoczyć z kimś partię w szachy. Na lewo od Szachownicy znajdował się sklep z Używaczami Wtyczek Do Prądu. Stały tam współczesne Okna Na Świat i urządzenia Zapobiegające Powstawaniu „Skóry Praczki” na rękach domowych gospodyń. Jednakże nie lubiłem tego sklepu. Chciałem raz wziąć Okno Na Świat ze sobą, ponieważ rodzice narzekali, że jest im potrzebne, ponieważ doskwiera im nuda. Jednak próba porwania Okna zakończyła się fiaskiem. Nie dość, że Okno okazało się przerastać moje zdolności do udźwigu, to jeszcze spotkałem się z brutalnością osoby – jak stwierdziłem – Ciecia, który zajmował się tymi Oknami. Ładna mi wolność. Jakoś się jednak z tego wykaraskałem.

Wspominając te wszystkie koszmary mojego parszywego, wczesnego dzieciństwa stwierdziłem, że wrócę do domu, a nazajutrz wyruszę w daleką podróż, aby zapomnieć o tym, co mnie ostatnio złego spotkało.

Pole pszenicy. Trawa. Ścieżka dwupasowa. Po prawej dwa Żelazne Kije ciągnące chyba na Koniec Świata. Czasem sunie po nich Wielka Kupa Żelastwa, a z niej wyglądają uradowani ludzie. Niektórzy z tej radości rzucają we mnie jakimiś puszkami, które smagają mnie po twarzy. A przede mną feeria barw – zielone, żółtawe, niebieskie – wystające pałąki.
Wszystko pięknie, lecz wciąż zwyczajne. Jakby ludzką ręką tknięte tylko trochę.

Zimno. Pustka. Czerń i biel. Oślepiające światło. Smukła postać z Żelastwem Na Kiju W Kształcie Półksiężyca. Zamach. Mój krzyk, który się z piersi nie wyrwał. Koniec. A być może początek?

Reklamy